RSS
czwartek, 25 marca 2010
Tajlandia dzien 13/14
ostatni dzien przeznaczylismy na zakupy i lenistwo. Rano wrócilismy do bangkoku, takim samym pociągiem. Z dworca pojechalismy zrzucic plecaki i udalismy sie na Sukhumvit odebrac koszule które Meżczyzn zamówil sobie u krawca. Poza tym musielismy zaliczyc jechanie metrem. Wracając poszlismy do słynnego domu handlowego MBK, ale zrobil na nas wrazenie poprostu domu handlowego. Na Khao San Road gdzienocowalismy wrócilismy naszym ulubionym środkiem transportu czyli wodnym tramwajem.


Popołudnie przeznaczylismy na zakupy, kupienie robali dla rodziny, spa i zjedzenie jak największej ilosci ananasa (ja) na zapas.
A tak wygląda podstawa gastronomii w Bangkoku:


a to jest pani z makaronem z woka smazonym na ulicy, pycha, czlowiek najada sie po kokardke za 2zl


No i oczywiscie dużo ananasa:


A następnego dnia rano kupilismy w 7eleven tosta z truskawkami i serem i pojechalismy na lotnisko w kierunku domu.
Tajlandia dzien 12
Ostatnia wycieczka - Ayutthaya. Z Bangkoku pojechalismy pociągkiem. Jedzie sie ok 2h. Pociąg ma tylko trzecia klase wiec są drewniane ławki i zadnych wygód jednak jest przyzwoicie, czysto i mega tanio. Czas jazdy zalezny jest od tego w ilu miejscach pociąg sie zatrzymuje, można jechac 2.5h lub 1.5h a bilet kosztuje 3zł za 2 os. Z dworca poszlismy piechota do hotelu
Miasto to jest pierwsza, historyczna stolica Tajlandji, zwanym równiez małym Angkor. Miasteczko wyglada jakby całe centrum miało zajęte przez obiekty archeologiczne, jednym z powodów jest kolor wypalonej cegły który maja budynki.
Ciężko było zwiedzać bo coraz cieplej sie robiło, czuć było nadchodzące lato. Tego dnia nasze myśli koncentrował się głównie na kupieniu kolejnej butelki picia.  Udało nam sie mimo tego obejżec wszystkie najważniejsze rzeczy. W pierwszym obiekcie obejżeliśmy słynna głowę Buddy która zrzucona przez żołniezy została podniesiona przez drzewo.


Potem zygzakiem i w kółko chodzilismy od miejsca do miejsca. Faktycznie wiekszośc sprawia wrazenie jakby małego Angkor w środku miasta i zrobionego z cegły.


Za czasów gdy mieszkali tu królowie, miasto słyneło z chodowli ogromnych ilości słoni. nadal jest ich tu sporo tylko że przeznaczone są zdecydowanie dla turystów.


na koniec dnia poszliśmy na miejscowy uliczny, targ, zjesc rybe upieczona na weglach, uprzednio wypchana trawą cytrynową czyli nasze ulubione jedzonko. A na deser były zółte arbuzy.
Bardzo mi sie podobało to miasteczko, niby wszyscy turyści tam jadą, niby byliśmy w sezonie ale nie było tłumów, wycieczek, taka prowincja, turystyczna równiez.
środa, 24 marca 2010
Tajlandia dzien 11
Dnia 11 były Walentynki albo co ważniejsze Chiński Nowy Rok, rozpoczynający rok Śnieżnego Tygrysa. Umyslilismy sobie że na obchody wrócimy do Bangkoku. Raniutko złapaliśmy autobusik i pojechalismy.
W Bangkoku zakwaterowalismy sie i udalismy sie do Chińskiej Dzielnicy w celu obejrzenia obchodów. Dośc szybko po naszym przyjeżdzie zaczeło się coś dziać. przeszło kilka smoków.



A potem było coraz więcej ludzi, coraz cieplej i po 4h czekania mielismy kompletnie dośc i sie poddalismy

poniedziałek, 22 marca 2010
Tajlandia dzien 10
Jak planowalismy tak zrobilismy czyli dzien spedzilismy intensywnie;)
rano wyporzyczylismy skuterek i w towarzystwie zapoznanych w autobusie rosjan pojechalismy do wodospadów Erewan. Wodospady te to bardziej kaskady, siedmiopoziomewe, położone w parku narodowym. od wejscia do parku do najwyższego poziomu idzie sie ok 2km. Super jest to ze w każdym poziomie można sie kompać, wodaj est idealnie czysta i super ciepła i im wyżej tym mniej turystów.


W najwyższym poziomie wodospadu wzielismy szybka kompiel, tym szybsza że było tam bardzo duzo rybek, wielce zainteresowanymi palcami naszych stóp;)
Po kąpieli zbieglismy do naszego skuterka, wsiedlismy na niego i ziu w strone Świątyni Tygrysów. naszym planem było pogłaskanie tygrysa. Plan został zrealizowany w 500% bo każde z nas pogłaskało 5 tygrysów.

Wyjasnie od razu że głaskanie tygrysów odbywa sie bez emocji, jedna osoba z obsługi bierze turyste za ręke i prowadzi do tygrysa, poza jego polem widzenia i od tyłu. Gdy turysta ustawi sie do zdjęcia, druga osoba z obsługi robi zdjęcie aparatem turysty.
Bylismy na terenie tygrysów na sam koniec dnia i ciakwostka było że o 16 na główna alejke wyjechała cięzarówka z jakimis bulwami, wyrzuciła je na alejke a z krzaków zaczeły sie zchodzić różne zwierzęta. Turyści byli mocno zdezorientowani.


Ze świątyni pojechalismy zobaczyc słynny most na rzece kwai, sprawdzic czy stoi. Most stoi i ma sie świetnie.

Tajlandia dzien 9
no i znowu caly dzien w podrózy
z Hoa Hin, z przesiadką w Bangkoku pojechalismy do Kanchanaburi nad rzekę Kwai.
Bardzo sobie chwalilismy transport autokarowy w Tajlandji, przkatycznie z kazdego dworca w Bangkoku mozna do jechac tam gdzie sie chce. Autobusy sa docsc tanie i maja zupelnie niezly standard. Podobno sa tez autokary z miejscami do spania, nocne ale nie mielismy okazji sprobowac.
Z nad morza dojechalismy do dworca i od razu mielismy kolejny autokar nad rzeke Kwai.
Zatrzymalismy sie w hostelu ulokowanym na tratwie, standard sredni ale otoczenie sympatyczne.


Plany na nastepny dzien byly intensywne
Tajlandia dzien 9
tia, z byczenia sie oczywiscie nic nie wyszlo
poszlismy na wstęp do Kite'ow ktory w definicji trwa 4h ale tak naprawde caly dzien uczylismy sie opanowac skrzydlo, najpierw male cwiczeniowe potem normalne
zdjeci brak bo caly czas stalismy w wodzie
efektem bylo duzo czerwonej opalenizny:)
piątek, 19 marca 2010
Tajlandia dzien 8
Jedziemy nad morze:) przez 1.5 dnia bedziemy sie byczyc (takie załozenie znaczy)
Raniutko, autobusem jedziemy ok 4h w strone miasteczka Hua Hin, miasteczka gdzie król jeździ na wakacje.
Hotelik mamy śliczny, blisko plaży. Lądujemy na plaży ok 14 wiec juz nie ma upału ani tłoku, ale na wodzie jest dużo kite'ow.
Bierzemy sobie leżaczek i lenimy sie do zachodu


Na koniec dnia ganialismy malutkie krabiki ktore opanowaly plaże po odpływie. Pojawiły sie ich tysiace i przy kazdym kroku uciekały spod stóp.


Wieczorem poszlismy na targ nocny. W wiekszosci miejscowosci sa targi wielobranzowe ktore otwierają sie ok 18 i sa otwarte do 24. Mona na nich kupić wszystko: rybki do akwarium, spodnie, zabawki, ubranie dla królika miniaturki, telefon, kwiatki do ogródka, są tam też restauracje czyli wózki z jedzeniem ustawione koło plastikowych stolików. Jedzenie w takich miejscach jest śmiesznie tanie, można zjeśc na miejscu i na wynos. Właśnie tam jedlismy pyszną rybe z grila.

a na koniec dnia masaż:)

W odwiedzonym przez nas kurorcie można było pojśc na masaż wszedzie, w standardowych salonach, w namiotach na plaży, na targu. Wszedzie masażystki rozkładały kołdry na ziemi i masowały klientów.  Nas jednak to nie przekonało, masarz nakremowanej skóry z piaskiem nie kusił nas, zdecydowalismy sie na masarz w hotelu w wersji ekskluzywnej który kosztował 30pl/h :)
czwartek, 18 marca 2010
Tajlandia dzien 7
Tego dnia mozna by powiedziec ze niedziało się nic bo caały dzien zajeło nam wracanie z Siem Reap do Bangkoku. Z trudem ale udało nam sie zdążyć na autobus do bangkoku, z trudem gdyz przechodzenie przez granice zajeło nam godzine 45min a nie zakładana godzine. Nasza niechęć do chińskich wycieczek jeszcze bardziej wzrosła chociaz wydawało sie to niemożliwe ale ich wpychanie sie i chamstwo cawały sie weznaki.
Gdy dojechalismy do bangkoku znowu milismy okazje zobaczyc jacy wybredni są tamtejsi taksówkarze, którzy to mieli nas w nosie i żaden nie chciał nas zawieźć do hotelu bo za daleko, bo nie ten kierunek, bo nie wiedzą gdzie, bo nie chcemy zapłacić trzykrotnej ceny (dziwne...), ale w koncu udalo sie.
Nocowalismy u miłej pary tajsko/kanadyjskiej. kanadyjczyk od lat osiadły w Bangkoku polecił nam pobliską knajpkę w której zjedlismy wyśmienita rybe. Knajpka była zabawna bo nikt tam nie mówił słowa po angielsku ale wszyscy byli bardzo pomocni. Między kamiennymi stołami dla gości stały kamienne baseny ze świerzymi rybami. Wychodząć zauważylismy ze w jednym basenie są dziesiątki wielkich ropuch i w tym momencie cieszylismy sie ze wybralismy na kolacje rybe pieczoną w całości która pokazalismy w menu palcem na obrazku.

W czasie targów z taksówkarzami dotarła do nas ciekawostka, dziwilismy sie ze jak pokazujemy taksówkarzowi mape to on kompletnie nie potrafi sie rozeznać, dopiero potem dotarło do nas ze mamy mape dla turystów, napisaną naszym alfabetem którego oni nie maja obowiązku znac. Tego dnia gospodyni napisała nam kartke dla taksówkarza z info gdzie ma nas zawieźć nastepnego dnia rano. Od tego momentu prosilismy o takie kartki bo bardzo ułatwiały życie.
Tajlandia/ Kambodża dzien 6
drugi dzien zwiedzania Angkor zaczelismy ok 10 bo postanowilismy sie wyspac. Niestety poprzedniego dnia nie zarezerwowalismy kierowczy i teraz bralismy jakiegos z łapanki i juz nie był taki fajny. Dzien zaczelismy od podziwniania kompleksu z góry, z pokładu balonu na sznurku. Dopiero z góry widac ogrom zbiorników wodnych wybudowanych przez orginalnych mieszkancow. Na zdjeciu zbiornik zwany Barayem Zachodnim o wymiarach ok 8 na 2.5 km


Potem znowu przez kilka godzin zwiedzalismy podstawowe obiekt. Miłe było to że im dalej od Angkor Wat i Tom tym mniej ludzi. Cały kompleks jest ogromy a wiekszośc wycieczek przeznacza na niego jeden dzien wiec zwiedza tylko dwa podstawowe kompleksy, a do takiego East Mebon mało kto dociera


Wykonczeni upałem, zgodnie z nasza dwudniową tradycja, popołudnie spedzilismy nad basenem, a na kolacje zupka rybna z trawa cytrynową, swieżymi pomidorami, kawałkami ananasa i obowiązkowa góra kolendry a do tego świerzy sok ananasowy


piątek, 12 marca 2010
Tajlandia/Kambodża dzien 5
Nasz umówiony kierowca czekał na nas punktualnie o 5.00 i zawiózł nas do głównej bramy Angkor. Zakupilismy bilety ze zdjęciem, trzydniowe bo do wyboru sa jednodniowe lub trzydniowe.

Tuktukowiec zawiózł nas pod wejście Angkor Wat zebysmy mogli zając miejsce na ogladanie wschodu słońca. Z wieloma innymi turystami przeszlismy po ciemku przez groble, weszlismy na teren świątyni, zajelismy miejsca i czekamy, i czekamy, i czekamy. O 6.00 stwierdzilismy ze nam sie znudziło czekanie, a że było juz dośc jasno to poszlismy zwiedzać. Słońce wzeszło ok 7.15:)


Na początek zwiedzilismy Angkor Wat, obiekt najsłynniejszy ale jeden z mniejszych. Wszedzie widzielismy piekne płaskorzeżby. W ogole calośc robi super wrażenie. Efekt troche psują rusztowania ale przynajmniej widac ze ktos dba o całość.


Ok godziny 8.00 zjedlismy sniadanie które było dośc ryzykowne ale na szczeście nic nie bylo. Przy wejsciu do obiektu jest zagłebie gastronomiczne, 10 bud ze stolikami, wszedzie takie samo menu ale jak sie okazalo kazy umie robic tylko jedno a reszte robi sąsiad:)
Po sniadaniu nasz kierowca zawiózł nas do bramy największego obiektu - Angkor Tom. Wewnątrz mozna sobie wynająć taxisłonia:


Angkor Tom jest ogromne, ma 9 km kwadratowych wiec zwiedza sie to dosc długo. Całośc otoczona jest fosą. Wewnątrz obejżelismy chyba 6 świątyń i dawną tzw. drogę słoni. Wszystko robi ciekawe wrażenie bo każda wieża i każdy budynek zwieńczony jest tak zwanym tomem czyli czterema twarzami:


Po obejżeniu głównego kompleksu wyjechalismy za brame o zwiedzalismy dalszy cią obiektów położobych na tak zwanym dużym kole. Bylismy między innymi w świątyni gdzie kręcono zdjęcia do Tomb Rider:


Po bitych 8h zwiedzania milismy dośc. Doceniłam wtedy pomysł Mężczyzna zeby mieć hotel z basenem, gdzie właśnie spędzilismy popoludnie.
A wieczorem rewelacyjne kmerskie jedzonko przyprawione przyprawą o dźwięcznej nazwie "amok"
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31